księga gości


2012
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień



Gdzie ten zapiekły, gorzki poeta?
Umarł i poszedł na etat.
[J.Kofta]

2012-01-29 11:45:30
odpoczynku...

Padam na pysk. Spędziłam dwa i pół tygodnia na pracy (i dupa z tym dystansem i brakiem stresu, powiem szczerze), jednoczesnie zaczęłam szkołę rodzenia - niby nic, ale kolejne godziny pozajmowane, czas pokrojony na kawałeczki - a co drugi weekend szkolenie (o, np. właśnie w tej chwili siedzę i próbuję słuchać wykładowcy. Z marnym skutkiem zresztą, bo stopień zmęczenia pozwala tylko na bezmyślne przepisywanie z tablicy, na myślenie i kontaktowanie już mnie nie stać).

W zasadzie nic takiego, ale czuję się, jakbym tonę węgla przerzuciła.

Dziś jeszcze niecałe cztery godziny (ale w tym przerwa na obiad), potem wizyta u dziadków, kilka usmiechów i wreszcie do domu, gdzie wypadałoby wreszcie w chłopu w sprzątaniu pomóc, bo ostatnio wszystko spada na niego, więc chociaż kibel od czasu do czasu wypadałoby umyć.

I znów o 21. pójdę do łóżka, mając siłę jedynie na słuchanie audiobooka. Nawet czytanie odpada, bo oczy wysiadają i po godzinach przed monitorem nie mają siły na literki.

Jutro od rana biegnę na wywiad. Na szczęście przynajmniej dziedzina ostatnio ulubiona. Ulubiona też dlatego, że szef nie ma o tym pojęcia, więc się nie może przyczepić, że cos jest nie tak.

 

Ku pamięci: od kilku dni pojawiła się Zachcianka. Godne odnotowania, bo do tej pory ich wlaściwie nie było. Bita śmietana. Prawdziwa, wlasnoręcznie wymiksowana, absolutnie nie z chemicznych sprayów. Z lodami, galaretką, owocami, wszystko jedno. Dziwne o tyle, że dotąd słodycze były raczej w odwrocie. Ale wolno mi. Na wadze od początku +4 kg.


skomentuj (1)

2012-01-23 18:59:37
***

Znaczy wiecie, z tym dystansem to nie do końca tak.

On jest, ale tylko dlatego, że mam świadomość ograniczonego czasu, w jakim muszę męczyć się z pracą. Jeśli wszystko będzie bardzo, bardzo dobrze - do Wielkanocy, czyli koniec 8. miesiąca. Potem już chyba tak czy inaczej nie dałabym rady. A to i tak bardzo ambitna wersja, trochę już przestałam w nią wierzyć... Po drodze jeszcze kilka wizyt u lekarza - i zobaczymy.

Dystans bierze się też stąd, że nie muszę siedzieć w redakcji. Siedzenie w redakcji to zło. W redakcji jest szef. A szef zajmuje sie ostatnio głównie pretensjami. O wszystko. Obrywa sie każdemu, kto jest pod ręką. Nieważne, czy zawinił on, czy ktoś inny - innego akurat pod ręką nie ma, więc skorzystamy z okazji, ten tutaj na pewno też jest czemuś winny.

A zatem napięcie jest nadal, a myśl, że muszę się tam jednak czasem pojawiać, wciąż powoduje stres. I pewnie się go nie pozbędę. Tym bardziej kiedy mam świadomość, że dokładnie wszystko, co robię - będzie złe. Nie tak piszę, nie takie tematy zgłaszam, nie z tymi osobami rozmawiam, nie w ten sposób, źleźleźle.

Sama przyjemność, nie?

Znajdę jesienią coś innego, powtarzam to sobie jak mantrę. Znajdę. Tym razem na pewno.


skomentuj (2)

2012-01-18 09:14:44
***

Z imieniem to Was potrzymam jeszcze w niepewności. Na razie memłam je sobie w ustach, dopasowuję do nazwiska, wymawiam na próbę.

W propozycjach się nie pojawiło, nikt nie trafił.

---

Wróciłam do pracy. Nie wiem jeszcze, na jak długo, to się okaże. O ile na początku ciąży twardo twierdziłam, że będę pracować jak najdlużej i jeśli nic się nie wydarzy, to dopiero ok. 36 tygodnia zrobię przerwę, to teraz nie mówię nic na pewno. Okazało się, że ciąża, nawet ta w zasadzie zdrowa, nie jest tak przewidywalna, jak mogło się wydawać. Na razie jestem, żyję, pracuję, piszę. I dobrze. Do maja jeszcze cztery miesiące. Nie wiem, ile z tego przepracuję, wiem, że nie chcę uschnąć w domu. Pan doktor się zdziwił, bo już zaczął wypisywać kolejne zwolnienie - ot tak, z rozpędu.

Co nie zmienia faktu, że dobrze, że mnie nie było w grudniu. Ominął mnie najgorszy okres, największe burze ze strony szefostwa. Teraz jest spokojniej, przynajmniej o ile nie trzeba być na miejscu. Siedzę zatem, klepię w klawiaturę z domu. Jednocześnie i tak jest intensywnie: zaczęliśmy szkołę rodzenia, co zajmuje nam dwa popołudnia w tygodniu, a w każde pozostałe też coś jest, poustawiane dni, godziny w rządku. Bo pan od szafy, bo wizyta gdzieś, bo coś. No i do końca lutego szkolenia co dwa tygodnie.

Dzieje się. Znów się dzieje.

A ja w tym wszystkim trochę inna. Spokojniejsza. Jednak. Inne spojrzenie. Na wczorajszego maila z redakcji, że tekst nie taki, że źle, że mam dzwonić i ustalać, w normalnej sytuacji zareagowałabym ściskiem w gardle. Ale nie. Oddech, spokój, wszystko sie da. Się zrobi. Ja zrobię. I bez nerwów zrobi się równie dobrze jak z nimi.

Lubię być w ciąży.


skomentuj (4)

2012-01-08 09:29:57
imię :)

No dobra, ja mam swój typ, ale jeszcze nie jest stuprocentowo zatwierdzony. Jeśli macie pomysły - otwieram pole do popisu!

warunki: nie wydumane, nie z pierwszej dziesiątki popularności, ma pasować do nazwiska (podwójnego, przypominam, więc z długością też przesadzać nie należy, choć akurat mój typ bardzo króciutki nie jest).

Nagroda - prawo do zmieniania pieluch co drugi weekend do ukończenia 1 roku życia.

Start.


skomentuj (17)

2012-01-06 11:41:31
It's a girl!

Wczoraj Młode zyskało nowy kształt.

Dziewczynki.

A ja nadal nie dowierzam. Oglądam prenatalne porno, czyli to, co według Pana Doktora jest strategicznymi częściami córki - i zastanawiam się, czy na pewno.

No bo łorany cieszę się niesamowicie i mi łzy w oczach stanęły, ale pewność zyskam dopiero, jak zobaczę Ją na żywo. Bliżsi i dalsi znajomi zasypują mnie opowieściami o chłopcu, co miał być dziewczynką, i odwrotnie. A ja raz po raz odtwarzam film.

Film z moją córką.

Moją śliczną, maleńką córką. Która znów nie chciała współpracować z Panem Doktorem i uciekała od aparatury. Która chowała buzię pod rączkami. Która na trójwymiarowym obrazku robi facepalm.

Ma takie ładne usta. I nosek. Może nie wrodzi się w mamę i zostanie jej taki ładny i malutki?

Wzruszam się i cieszę, i sama nie wiem, co jeszcze czuję.


skomentuj (11)

blogowo
omleta
sukkubus
Tosia może jeszcze wróci...

osobiście
Maq z Bieszczad w rodzinne pielesze
Netka Wiewiórka
Piotr once upon a time...
wnimanie słowa, słowa, słowa...
ri za wspólne robienie kanapek i ostrzyżenie grzywki
Jaskrawa jej świat w pełni barw
Kamyk dzień za dniem
opluty ucichł...
Sz... chyba już nie ma :(
maluje, remontuje, urządza dziennikarskie drogi
scarabeus też cisza...