księga gości


2012
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień



Gdzie ten zapiekły, gorzki poeta?
Umarł i poszedł na etat.
[J.Kofta]

2012-05-26 18:54:03
Dzień Matki

Po raz pierwszy z drugiej strony. I tak już zostanie. Gaba jeszcze nie wie, nie rozumie, o co chodzi. Świat dzieli się na człowieka z piersiami i człowieka, który kąpie i nosi. Dopiero za 20 lat  będzie wiedziała, że wszystkie jej problemy to nasza wina i że to przez nas musi siedzieć na spotkaniach u psychoterapeuty.

 

Na razie karmimy, kochamy, nosimy, tulimy. Piersi odpadają z bólu, choć podobno karmienie nie boli (Nie boli, jeśli dobrze się przystawia, twierdzą poradniki. Położne w szpitalu chórem twierdziły, że przystawiam dobrze, mała ssie prawidłowo, więc boleć nie ma prawa. Położna środowiskowa na wizycie domowej rozłożyła ręce i powiedziała, że powinno przejść za jakiś czas. Haha. Więc pozostaje karmić i czekać, choć czasem krzyknę z bólu, kiedy łapie...).

Nie śpi. Dziś znów jestem na nogach od 5.45, wcześniej budzenie co półtorej godziny. Dobrze, że wczoraj dostaliśmy dzień w bonusie: spała cały dzień, aż my zdążyliśmy odpocząć. Dziś nie, dziś sen tylko na spacerze i dość. Zmęczona, ale spać nie będzie. Będzie marudzić i wołać. W poniedziałek powinna dotrzeć chusta, mam nadzieję, że nas uratuje.

Świat zmienił orbitę i kręci się wokół niej. Dziwnie mi. Sięgam do portali informacyjnych, sprawdzam, co w innym, zewnętrznym świecie. Dalekim.


skomentuj (4)

2012-05-23 09:36:21
***

Na początku była sielanka. Przyjechaliśmy ze szpitala ze spokojnym, radosnym dzieckiem, które spało w nocy po 4 godziny bez przerwy. Potem karmienie, kupa, karmienie - i znów 3-4h snu.

Potem jej się znudziło. I stwierdziła, że już tak nie chce. I spała mniej i mniej, i mniej.

Aktualnie w nocy mamy sesje: godzina snu-godzina usypiania. Mniej więcej. Czasem trafi się półtorej godziny snu, czasem, jak wczoraj, M. obejrzy wschód słońca, ale najpierw poczeka na niego prawie dwie godziny z Gabą na ręku.

W dzień sobie radzę, wieczorem łapię doła i chcę tylko, żeby ktoś mi ją zabrał na jedną noc i pozwolił się wyspać. A potem mam koszmarne wyrzuty sumienia, bo przecież powinnam mieć cierpliwość, powinnam być lepszą matką, powinnam wpatrywać się we własne dziecko z miłością, a nie widzieć w niej mleczną terrorystkę.

W dodatku zaczęły się problemy z brzuszkiem, a ja mam wizję, że stąd już tylko krok do kolki, a wtedy niechybnie zwariuję.

Kiepska ze mnie matka. Dwa i pół tygodnia, a ja tracę cierpliwość. Wieczorem płaczę jej nad głową, choć wiem, że nie mam o co.

---

Ale dobrze też jest. Kiedy wtula się we mnie po karmieniu i zasypia. Kiedy coraz dłużej udaje jej się zawiesić wzrok na mojej twarzy. Kiedy widzę, jak coraz bardziej zaokrąglają jej się rączki i nózki i przybywa fałdek - a mnie łapie duma, bo to wszystko na moim pokarmie.

Ambiwalencja, huśtawki.

To teraz już tak będzie zawsze?


skomentuj (9)

2012-05-19 08:03:31
to było tak

W sobotę, 5 maja nie mogłam sobie miejsca znaleźć. Coś już się działo, ale jeszcze nie TO. Zdążyłam odwiedzic weta ze szczurem (i swiadomoscia, ze lepiej rodzic tam niz, powiedzmy, w supermarkecie).

Wieczorem organizm powiedział mi, że nie będzie oglądania filmu - o dziesiatej spac i nie ma dyskusji. Co robić - posłuchałam.

 W niedzielę, o drugiej w nocy PYK - i coś się sączy. Telefon do położnej. Każe się nie spieszyć, wziąć kąpiel i poczekać. Zaraz potem zaczynają się skurcze. I tak kręcę się kolejne godziny między wanną, pokojem i kuchnią. Bez paniki, bo położna wciąż pod telefonem. Z niecierpliwością. Każdy skurcz trwa dziesięć oddechów. Liczę, to pomaga, bo wiem, kiedy koniec. Jazda do szpitala - trzy skurcze. 

O ósmej jesteśmy na izbie przyjęć. Nie da się ukryć, naprawdę rodze. Badanie jedno, drugie. Nie, nie chcę znieczulenia, ból jest na razie do wytrzymania. Zatem wanna. Trudno w niej znaleźć miejsce, kręcę się i kombinuję. Co jakiś czas jestem badana, wszystko idzie jak powinno. Skurcze nagle zmieniają charakter. Rodzisz, mówi położna. Tu? Tu, w wannie. Nie dyskutuję, w pełni zdaję się na nią. Kucam i walczę ze... skurczem w stopie, który przeszkadza. 

Tu zaczyna się prawdziwy Ból, więc szczegółów oszczędzę. Krzyczę, wyję. Klnę - podobno, ja tego nie pamiętam.

Ma czarne włoski, mówi położna. Pływają jak wodorosty.

Jeszcze trochę. Jestem pewna, że nie dam rady, błagam o koniec. Kolejne skurcze. Główka. I ciałko.Nagła ulga. I niepokój, czy ona się tam nie utopi. Oddycha przez pępowinę, uspokaja położna. I właściwie wszystko znika, nie widzę nic poza`lecącym do mnie zwiniętym ciałkiem. Ląduje u mnie na piersi, jest ciepła i śliska. M. wpatruje się w nią, a ona powoli otwiera oczy i to na niego spogląda najpierw. Położna mówi, żeby dotknąć pępowinę, poczuć jak pulsuje.

Jest 10.35. Mamy całkiem nowego człowieka.

M. przecina pępowinę. Jest twarda, nie ustępuje łatwo. Wreszcie puszcza. Jesteśmy całkiem oddzielne.


skomentuj (5)

2012-05-15 14:10:15
no to tak

Do domu wróciłyśmy w sobotę - szpital przedłużył się trochę przez żółtaczkę małej. Do własnego, oczywiście, nie wyobrażam sobie asysty mamy czy teściowej - cenimy pomoc, ale przy Gabie wolimy na razie ogarnąć wszystko sami.

I na razie, odpukać, ogarniamy. Mała śpi, je i kupka, a zatem wymaga typowej obsługinoworodka. Na szczęście punkt pierwszy zajmuje jej stosunkowo najwięcej czasu, dlatego nie chodzimy na rzęsach, tylko spokojnie i rozsądnie radzimy sobie z pozostałymi elementami wyliczanki. Mała prześlicznie sygnalizuje, czego jej trzeba - udaje nam się, przynajmniej na razie, uniknać szaleńczego biegania wokół łóżeczka z pytaniem: "dlaczego płacze?".

Trochę pomogło nam to - nie wiem, czy u innych noworodków się sprawdza, byłam nieco sceptyczna - ale okazuje się, że u naszej działa :)

M. zapatrzony w Gabrysię jak w obrazek. Nie jestem już najważniejszą kobietą w jego życiu. I jakoś nie czuję zazdrości.
skomentuj (8)

2012-05-07 19:45:33
***

Jest nas troje. Od 6.05 mamy Gabrysię. Śliczną, zdrową, kochaną.

Nasza córeczka.

I narodziny bez traumy. Poród, jakiego życzę każdej mamie. Choć w trakcie był moment, kiedy błagałam, żeby to się skończyło, żebym już nie musiała. ale zdołałam. Warto było. Dla niej.

Reszta po powrocie do domu.


skomentuj (9)

blogowo
omleta
sukkubus
Tosia może jeszcze wróci...

osobiście
Maq z Bieszczad w rodzinne pielesze
Netka Wiewiórka
Piotr once upon a time...
wnimanie słowa, słowa, słowa...
ri za wspólne robienie kanapek i ostrzyżenie grzywki
Jaskrawa jej świat w pełni barw
Kamyk dzień za dniem
opluty ucichł...
Sz... chyba już nie ma :(
maluje, remontuje, urządza dziennikarskie drogi
scarabeus też cisza...